Nad mazowiecką doliną rzeki Bzury, między Sochaczewem, Kutnem i Rawą Mazowiecką, między Łowiczem i Skierniewicami rozciągają się malownicze ziemie dawnego Księstwa Łowickiego. Od XII wieku były one w posiadaniu arcybiskupów gnieźnieńskich, stąd zamiennie mieszkańców określać można: Księżacy bądź Łowiczanie. Wyróżnia ich, spośród innych większa zamożność i bogata. Wyróżnia ich także strój, który - obok krakowskiego, rozpoznawalny jest nie tylko w Polsce ale i na świecie. Jest on jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Wykonany z kultura barwnych pasiaków utkanych z owczej wełny, ozdobionej przepięknymi haftami. Strój łowicki, a szczególnie damski zdumiewa nie tylko pięknem ale i ciężarem. Razem z bielizną waży kilkanaście kilogramów.
Podobnie jak w innych częściach Mazowsza tańcu towarzyszą krótkie, tworzone na poczekaniu i przed muzykantem wyśpiewywane przyśpiewki. Ich teksty są dowcipne, stosowne do sytuacji. Często wykorzystują tzw. dośpiewki, takie jak „A dana łoj da dana”, czy „Łoj łoj łody łoj tia dana”.
W Polsce centralnej, w okolicach Łowicza, w poniedziałek wielkanocny chodzono z kurkiem dyngusowym. Początkowo żywym, później glinianym lub drewnianym kogutem umieszczonym na wózeczku. Był on symbolem słońca, męskości i sił witalnych oraz urodzaju. Chodząc od domu do domu dyngusiarze składali gospodarzom życzenia. Zawsze prosząc o dary zwane wykupem. Dziewczęta natomiast chodziły z gaikiem – symbolem odradzającego się życia. Była to mała choinka ubrana wstążeczkami z bibuły.
